Majowe zdjęcie do cyklu foto-haiku:

|
![]() |
Majowy numer magazynu “Digital Foto Video” prezentuje m.in. wywiad ze mną przeprowadzony przez Piotra Dębka. Zapraszam do lektury :-)

|
Majowy poranek gdzieś na Mazowszu. Po łące ociekającą rosą przechadza się długodziób mazowieckich łąk…

Kiedy słońce spije rosę, pośród mniszków i rzeżuchy, odbywa się ceremonia zaślubin à la rycyk. Oto samiec delikatnie muska samicę…

Adorator jest bardzo wojowniczy i w razie potrzeby błyskawicznie leci na spotkanie przeciwnika…

Godom i gonitwom rycyków towarzyszy ich charakterystyczny melodyjny głos…

|
Drugą połowę kwietnia spędziłem w Puszczy Augustowskiej. Zapraszam do mini-galerii:

~ PUSZCZA ~

~ SPOTKANIE PIĘKNOŚCI: CZARKA SZKARŁATNA I PRZYLASZCZKA ~

~ SÓJKOWE PIÓRKA ~

~ SEN SASANKI ~

~ SASANKA OTWARTA ~

~ JARZĄBEK: KURA W PAPRZYSKU ~

~ JARZĄBEK: KOGUT ~

~ WŁOCHATKA ~

~ PEŁZACZ LEŚNY ~

~ W JELENIM BABRZYSKU ~
|
Książkę francuskiego humanisty Rolanda Barthesa (1915-1980) – „Światło obrazu. Uwagi o fotografii” – wydało w roku 2008 wyd. Aletheia. To bardzo osobista książka o naturze fotografii. Rozważania o ludziach, twarzach, przemijaniu… Wyrażenie „to było” powtarzane jest przez autora jak mantra – to chyba najkrótsza definicja natury fotografii; tej z ludźmi i tej z przedmiotami. Jest w książce Barthesa o miłości, o śmierci, o dobroci, o niewinności….
Chcąc opisać istotę fotografii Barthes wprowadza pojęcia studium i punctum. Studium to kulturowy i informacyjny kontekst zdjęcia, punctum natomiast to coś, co „przebija” studium, np. jakiś detal, który porusza, wstrząsa oglądającym, wywołuje refleksje… Oddziaływanie studium i punctum Autor omawia na przykładzie zamieszczonym w książce reprodukcji zdjęć. Cudowne są te opisy wędrówek Autora przez świat utrwalony na fotografiach.
Zainteresował mnie bardzo opis pewnej fotografii przytoczony przez Rolanda Bartesa…:
„Stary dom, łuk podcienia, dachówki, stary arabski wystrój, człowiek siedzący przy ścianie domu, wyludniona ulica, południowe, śródziemnomorskie drzewo (…) to stare zdjęcie (1854) porusza mnie, po prostu miałbym chęć tam żyć.”
… zainteresował mnie, ponieważ kiedyś ktoś podobnie recenzjonował jeno z moich zdjęć: „chciałabym tam być”. Bliski mi jest taki stosunek do fotografii. Podobnie odczuwam, gdy się zachwycam zdjęciami innych fotografów.
|
Zadziwiająca książka. Poruszająca książka. Smutna książka. Mądra książka. Myślę o książce Wojciecha Nowickiego „Dno oka. Eseje o fotografii” (2010, wyd. Czarne).
Autor jest światłoczuły (co najmniej na 100 000 ISO) na przemijanie czasu, na krzywdę ludzi (i zwierząt), na naturę rzeczy martwych. Prezentuje dwanaście zdjęć (lub grup zdjęć), wokół których wiedzie pełne erudycji rozważania nad losem ludzi, którzy odeszli w przeszłość, i nad naturą samej fotografii jako medium sztuki, nad istotą zdjęcia, odbitki. Przepyszne są Jego „wycieczki” w historię fotografii, literatury, sztuki. I Jego sensualne, intymne opisy-medytacje nad zdjęciami (ich reprodukcje poprzedzają każdy rozdział tekstu w książce).
Opisywane przez Wojciecha Nowickiego zdjęcia to w większości zdjęcia fotografów nieznanych. Na mnie największe wrażenie wywarło zdjęcie „Ochronka we Lwowie” z roku 1903. Zaraziłem się chyba od Autora, bo długo nad tym zdjęciem dumałem…
A nad czym tak głęboko zastanawia się Wojciech Nowicki? Na przykład nad tym, że czas zmienia stosunek do zdjęć… że fotografia pokazuje przeszłość… że czasami fotografia jest po to, by być kimś innym… że fotografia nie zawsze potrzebuje autora… Autor medytuje także nad nieoczekiwaną bliskością, jaka Go łączy z ludźmi na czyichś prywatnych fotografiach.
Trochę tekstu Autora? Proszę:
„Skoro zwyczajna scenka uliczna (to nic, że przeniesiona do wnętrza atelier) po kilkudziesięciu latach wydaje się lepka i nieczysta, skoro tak pełna jest napięć, to nasza normalność utrwalona na zdjęciach też się pewnie taka kiedyś wyda: trochę spatynowana i przez to nieco bardziej znośna, trochę śmieszna i starociowata; a także barbarzyńska i odpychająca. Wyda się odrzuconym prototypem, nieudaną wersją beta jakiejś nowej rzeczywistości, starym śmieciem, wytworem okrutnych ludzi. Zdradzą nas pamiątkowe zdjęcia.”
|
Odszedł Wiktor Wołkow… Foto-bard Podlasia…
Pamiętam jak z przyjacielem oglądaliśmy Jego debiutancki, czarno-biały album zatytułowany po prostu „Wołkow” z roku 1984. I jak zaczytywaliśmy się na głos towarzyszącymi zdjęciom tekstami Edwarda Redlińskiego, w formie dialogów z panem Matoszko. Jak Redliński potrafił oddać duszę człowieka Podlasia, tak Wiktor Wołkow potrafił odmalować światłem duszę tej krainy. Album „Wołkow” przeszedł do legendy. Pamiętam, jak jesienią ubiegłego roku podczas posiłku w schronisku Samotnia w Karkonoszach, chcąc nie chcąc przysłuchiwałem się ożywionej rozmowie przewodników z sąsiedniego stolika, rzecz szła o albumie… „Wołkow”!
Drugi album Wiktora Wołkowa jaki nabyłem to była „Biebrza”; już w kolorze. Potem była lektura kolejnych… Pejzaże, krzyże, konie, krowy, ptaki, szczególnie bociany i gawrony, płoty, drogi, Biebrza z lotu ptaka, łosie, żubry – to były Jego ulubione tematy. I wschody, setki, tysiące wschodów słońca…
Zastanawiam się co cechuje Jego fotografie i przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – u l o t n o ś ć . „Robię zdjęcie, bo za chwilę nie będzie tej mgły, odlecą z noclegowiska żurawie, łoś zaszyje się w gąszczary, koń i krowa odejdą do lamusa, stogi zostaną zastąpione przez baloty…” – tak sobie wyobrażam rozmyślania Wiktora Wołkowa… Nie przykładał uwagi do nadmiernej ostrości, koncentrując się na oddaniu nastroju. Bo przecież chwila zaraz minie…
W pamięci będę miał zawsze jego malarskie pejzaże i to niesamowite, najlepsze jakie widziałem zdjęcie żubra – końce rogów i czubek grzbietu wystające z morza mgieł. Magiczne!!
Jego pamięci dedykuję dzisiejsze zdjęcie wilczego łyka:

|
Osiemset spotkań z niedźwiedziami na Kamczatce w ciągu trzydziestu lat – oto wizytówka pasji Witalija Nikołajenko. Witalij obserwował, fotografował i filmował niedźwiedzie. Starał się być blisko nich, aby jak najdokładniej zgłębić ich życie. Właśnie jego życiu z niedźwiedziami poświęcona jest książka-album „Kamczacki niedźwiedź” (przeczytałem jej drugie wydanie z roku 2005; wyd. Łogata, jęz. rosyjski).
Półtora setki zdjęć niedźwiedzi. Częstokroć robionych obiektywem standardowym z najbliższych odległości. Jak to możliwe? Otóż Witalij chodził krok w krok za upatrzonymi niedźwiedziami i w ten sposób przyzwyczajał je do swojej obecności. Jedne z nich lepiej, drugie gorzej z nim „współpracowały”. Każdemu nadawał Witalij nazwy. Najbardziej zaprzyjaźnił się z Dobrynią, który to niedźwiedź (jak się okazało samiec) pozwalał się przez dwadzieścia lat fotografować, nawet z odległości kilku metrów. Kiedy Dobryni nie stało, Witalij szukał jego następcę. Niestety wybrał niedźwiedzia o diametralnie innej psychice, który go… zabił (Witalij zbagatelizował ostrzeżenia tego niedźwiedzia-szatana, ściągnął narty i w głębokim śniegu poszedł za nim w kosówkę…).
Zdjęcia w albumie znakomicie ilustrują wszelkie aspekty życia niedźwiedzi na Kamczatce. Zauważyłem, że Witalij był po jasnej, radosnej stronie życia. Niedźwiedzie na jego zdjęciach są zadumane, spokojne, zajęte swoimi sprawami. Witalij nie epatował agresją, przemocą (mało tu zdjęć niedźwiedzi z otwartą paszczą:-).
W książce zawarł Witalij wyniki swoich wieloletnich obserwacji niedźwiedzi (dziewięćset godzin obserwacji niedźwiedzi rocznie!). Można z niej dowiedzieć się wiele o prywatnym życiu niedźwiedzi. A przy tym pozostawał Witalij romantykiem. Oto jeden z wypisów z jego dziennika:
„17 października. Wszystko co żyje przepełnione jest oczekiwaniem na śnieg. Trawy poległy. Drzewa dawno potraciły liście, rzeka wypłyciła się. Zwierzęta pochowały się. Tylko ptaki z rzadka rzucają się w oczy… Nocą przychodzą mrozy. Obudziłem się rano. Zaglądnąłem przez okno. Gejzer Wielikan zgasił zorzę. Wieczorem oglądałem gwiazdy: niebo to mój Ermitaż.”

|
| © Copyright 1990-2010 Grzegorz Bobrowicz. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. Kopiowanie zdjęć i treści wymaga pisemnej zgody autora. |
Powered by : WordPress Projekt i wykonanie: Marek Polak |